sobota, 23 lutego 2013

5, Konfrontacja

Fuck Yeah! Powrót XD Tak jakby... Bo do szkoły czas powócić :/ Masakra, wiem... W każdym razie, powinnam już normalnie <czyt. częściej> dodawać notki :) Miłego czytania 


KONFRONTACJA



No i niby co ja mam robić? Znam tu tylko tego blond dupka i jakby czerwonowłosego goryla. Stałam tam kilka minut, zastanawiając się, co ze sobą zrobić. Drzwi za mną otworzyły się.
- Długo tak tu będziesz stać? - Zaśmiał się Shon.
- Ja... Nie wiem - odpowiedziałam. Chłopak westchnął i popatrzył na mnie z politowaniem.
- Wejdź do środka i poczekaj na mnie. Za kilka dni wrócę - powiedział i zamknął mnie w pokoju.
Usiadłam na kanapie. Co mam robić? No co? Żadnego tv, żadnego kompa, nawet radia! Nie rozumiałam za wiele. Dostałam tylko polecenie. A nawet nie był w stanie mi uwierzyć i zamknął mnie na klucz. Czerownowłosy przynosił mi jedzenie do pokoju.
- Jak ty masz na imię? - zapytałam drugiego dnia. Ewidentnie miał dobry humor. Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Chris. - zagadnął.
- A masz czas wolny? - uśmiechnęłam się. Chłopak się zaśmiał.
-  A co? Potrzebujesz się do kogoś przytulić? - uśmiechnął się zadziornie.
- Nie, to nie tak. Ale towarzysz by mi się przydał, bo nudno tak samej siedzieć, w pokoju bez... No niczego - opowiedziałam.
- Masz książki - wskazał na regał.
- A nie dałoby rady tak radia choćby załatwić - uśmiechnęłam się błagalnie.
- Może i da.... - powiedział, po czym wyszedł. Po godzinie wrócił ze sprzętem.
- Aiiiiii! - wydałąm z siebie okrzyk radości.
- Byłoby krócej, ale miałem coś do załatwienia - powiedział, po czym podłączył radio i ustawił mi stacje. Chris opuścił pokój, a ja zaczęłam śpiewać. Nawet nie zauważyłam kiedy Shon wrócił. W najlepsze kręciłam tyłkiem, udając, że gram na gitarze, gdy usłyszałam oklaski. Przestraszona podskoczyłam i odwróciłam się szybko. Blondyn stał oparty o ścianę i bił mi brawo.
- Ty głupi...! - krzyknęłam i rzuciłam w niego poduszką.
- Myślałaś, żeby założyć zespół? - zapytał.
- Nie - warknęłam, siadając obrażona na sofę.
- Wcale ci się nie dziwię, chociaż byłaby niezła parodia - zaśmiał się ponownie.
- Ale z ciebie dupek - warknęłam i założyłam nogę na nogę, a ręce skrzyżowałam na piersiach. Blondyn usiadł obok i przesadził mnie sobie na kolana.
- Co ty robisz? - zapytałam. Najpierw daje mi buzi, teraz to. A jeszcze wcześniej na mnie warczał. Nic z tego nie rozumiałam.
- Stęskniłem się - powiedział. Spojrzałam w jego oczy, jak zwykle nie wyrażały żadnych uczuć.
- Akurat. I co jeszcze? - warknęłam.
- Próbuje cię poderwać - uśmiechnął się. Popatrzyłam na niego, jak na dziwaka.
- Człowieku... - nie dokończyłam, bo mnie pocałował. Spróbowałam go odepchnąć, jednak na darmo, więc z nadzieją, że mi wszystko wyjaśni, oddałam pocałunek. Chłopak uśmiechnął się.
- Jednak podobam ci się - stwierdził krótko, dalej mnie trzymając w talii.
- Shon, co ty sobie wyobrażasz? Nie możesz tak postępować - powiedziałam spokojnie. Jego oczy nic nie wyrażały, ale był w nich nikły błysk satysfakcji.
- Dlaczego? - zadał pytanie, uśmiechając się zadziornie.
- Bo nie jestem, twoja - mruknęłam.
- Ale możesz - uśmiechnął się.
- Nie, nie mogę - powiedziałam, po chwili ciszy. Cholera! Polubiłam tego dupka, ale... Ale to było złe, niewłaściwe.  Chciałabym go poznać bliżej, tylko, on był wrogiem mojego brata...
- Dlaczego? - zapytał. Jego ton wyrażał złość i zawód, jednak nadal w większym stopniu był chłodny.
- Bo jesteś wrogiem mojego brata. Gdybym się z tobą... Gdybym się z tobą chociaż zaprzyjaźniła, czułabym, że zdradzam rodzinę... - powiedziałam cicho z nadzieją, że zrozumie.
- Dobrze, więc... - zaczął, ale nagle urwał. Usłyszeliśmy strzał, a po chwili w drzwiach stanął mój brat.
- M- Mai! - wykrzyknął zdziwiony. Cały czas siedziałam na kolanach blondyna i byłam nadal zarumieniona. Musiało to dość nieciekawie wyglądać.
- Felix! - chciałam do niego podbiec i się przytulić, ale Shon był silniejszy. Cóż za nowość...
- To ja cię szukam! Martwię się! A ty się miziasz z tym frajerem?!
- On mi życie uratował! - wydarłam się na całe gardło. Brat spojrzał na mnie zdziwiony, potem na Shon'a.
- Że kurwa co?... Mów - warknął, nadal mierząc bronią w bliżej nie poznany mi punkt za mną i blondynem.
- No tak debilu. Mason ci nie powiedział? - zdziwił się chłopak.
- On nie żyję - warknął.
- Felix, on chciał mnie zabić - powiedziałam cicho, wspominając całą zaistniałą sytuację.
- Co?! Mój człowiek nie posunąłby się do czegoś takiego! To on ci nawciskał kitów, a ty głupia dałaś mu się zbajerować! - krzyczał wściekle wymachując bronią.
- Oczywiście - zaśmiał się Shon. Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie wiedziałam komu wierzyć, komu ufać. Brat był ze mną całe życie, ale Shon... Ten dupek sprawiał, że czułam się przy nim bezpiecznie.
- Felix... Odłóż broń - poprosiłam.
- Skąd mam wiedzieć, że twój chłoptaś nie wyjmie zaraz swojej zabawki - warknął. Milczałam. Miał rację. Czułam się jak mała dziewczynka zgubiona w lesie. Przerażona.
- Nie chcę wojny. Chcę się pogodzić - nagle odezwał się Shon, aż podskoczyłam. I gdyby nie fakt, że mnie trzymał, to wylądowałabym na podłodze.
- Było nie mieszać małej w głowie! - warknął Felix. Miał rację. Nie wiedziałam już  nawet, na kim mi bardziej zależy. Rozpłakałam się, jak skończona ofiara losu. Blondyn popatrzył na mnie zdziwiony, po czym mnie przytulił.


2 komentarze:

  1. Rozdział cudowny, aż mnie przeszyły dreszcze ;p Z niecierpliwością czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń